wtorek, 25 czerwca 2013

Rozdział 20


Louis kilka dni temu wrócił do domu ! Ale co z tego jak i tak nie wychodzi z pokoju, nie rozmawia z nikim !  Codziennie każdy po kolei próbuje przekonać Tommo, żeby otworzył nam drzwi, ale to na marne. Nikt nie wie co się stało i dlaczego Louis brał narkotyki . Przecież nie mogę tego tak zostawić. Takie rzeczy w moim domu ?
Na pewno nie. I jeszcze Harry. On przejmuję się tym wszystkim najbardziej z nas. Każdym razem, gdy chcę go przytulić , dodać otuchy on mnie odtrąca. Po części go rozumiem, bo to jego przyjaciel, ale żeby aż tak ?

Wstałam z łóżka i poszłam do łazienki. Ostrożnie stawiałam każdą stopę na zimnych jak lód płytkach. Gdy w końcu bezpiecznie doszłam do prysznica, zażyłam orzeźwiającą kąpiel. Po wykonanej czynności, owinęłam ciało ręcznikiem i zdałam sobie sprawę, że zapomniałam ubrań. Weszłam do pokoju i podeszłam do garderoby. Wyciągnęłam z niej malinowe rurki. Do tego dobrałam czarną, prześwitującą bluzkę. Podeszłam do toaletki, która znajdowała się w rogu mojego pokoju. Zaczęłam rozczesywać włosy. Gdy były już proste, zaczęłam pogrubiać kontur swojego oka czarnym eyeliner’em. Rzęsy pociągnęłam tuszem, a na usta nałożyłam czerwoną szminkę. Na uszy założyłam czarne kolczyki w kształcie serca, a rękę przyozdobiłam kremową i czarną bransoletką. Następnie założyłam wybrane wcześniej ubrania, a ciemne Vansy, które założyłam na nogi wszystko dopełniły. Postanowiłam, że jeśli Lou dziś mi nie otworzy, to będę tam sterczeć wieczność i krzyczeć co popadnie. Ale najpierw zjem śniadanie. Gdy zeszłam do kuchni spotkałam tam Martę. Jest bardzo miłą osobą. Wspiera nas wszystkich, ale i tak najbardziej Zayn’a. Przecież jest jego dziewczyną. Ale poza tym jest inteligentna, ma poczucie humoru, jest ładna. Przypomina mi Natalię. Trochę czasu minęło odkąd jej nie widziałam. Justina też nie. Tęsknie za nimi, ale to przez to, że zawaliłam szkołę. Muszę iść na rozmowę do dyrektora.
- Jesteś głodna ? – z zamyśleń wyrwał mnie głos brunetki. – Właśnie robię kanapki dla Zayn’a , chcesz trochę ? – zapytała.
- Jeśli nie byłby to problem, to tak. A tak nawiązując, mulat ma wspaniałą dziewczynę. – uśmiechnęłam się.
- Bez przesady.- odpowiedziała Marta lekko się rumieniąc.- Proszę – podsunęła mi kanapki pod nos. – Masz zjeść wszystkie, jesteś chuda jak patyk ! – powiedziała surowym tonem.
- Tak jest kapitanie ! – odpowiedziałam i wybuchłam śmiechem. Kwiatkowska również się zaśmiała i poszła do pokoju Zayn’a.
Po zjedzeniu śniadania przygotowanego przez Martę, pewnym krokiem poszłam do pokoju Tomlinson’a. Stanęłam przed drzwiami i zapukałam. Odpowiedziała mi jak zwykle głucha cisza. Zaczynało już mnie to martwić. Może coś sobie zrobił. Zapukałam jeszcze raz. To nic nie dało. W końcu zaczęłam krzyczeć jego imię.  Po chwili usłyszałam jak klucz w drzwiach przekręca się, a potem otwierają się i ujrzałam Lou. Wyglądał jak wrak człowieka. Wpuścił mnie do środka gestem ręki.

~~Louis~~

Od kilku dni nie mogłem spać. Codziennie któryś z moich przyjaciół pukał do drzwi, ale nigdy im nie otworzyłem. Bo po co ? Już nie mam po co żyć. Eleanor. To ona była dla mnie wszystkim, a teraz ? Nie ma już nic. Usłyszałem pukanie. Znowu ? Myślałem, że za kilka minut to ustąpi, ale ta osoba po drugiej stronie nie dawała za wygraną. W końcu zaczęła krzyczeć moje imię i już wiedziałem, że to Weronika. Tak naprawdę to miałem tego dość. Postanowiłem jej otworzyć, przecież kiedyś muszę. Stanąłem w drzwiach, a mina dziewczyny zrzedła. Zaprosiłem ją do środka gestem ręki, na co ona niepewnie weszła. Usiadłem na łóżku, a dziewczyna naprzeciwko mnie.
- Co się stało – spytała cicho, ale na tyle, że mogłem usłyszeć. Nagle poczułem chęć wygadania się.
-  Eleanor. Ona… ona ze mną zerwała. Mówi, że nie radzi sobie z tym, że mamy tyle fanów i niektórzy z nich jej nie akceptują. I jeszcze mówi, że nie jest jej to na rękę, że tu mieszkam.
- Przecież co to za problem ? Wasz dom znajduję się po drugiej stronie ! Ja też jestem z Harry’m i dostaje nie miłe wiadomości od różnych fanek, ale jestem tu, daję radę. Ale jeśli ona nie dawała to nie możesz nic na to poradzić, Lou. To jest XXI wiek. Wiesz jak ludzie mogą być okrutni wobec innych. Żyj tym co jest teraz. Wierzę, że wrócicie do siebie, daj jej trochę czasu. Ale mimo wszystko to nie był powód do tego aby zażywać narkotyki. – westchnęła.
- Wiem, przepraszam . – odwróciłem wzrok.
-  Posłuchaj. Zobacz ile ludzi cię otacza. Ile z nich cię kocha. Harry tak samo jak ty siedział w pokoju. Za każdym razem kiedy chciałam go pocieszyć odpychał mnie. Ale wybaczam mu i ty wybacz jej. Lou, to boli. Sama tego doświadczyłam. Głowa do góry i idź dalej. – powiedziała, a ja wiedziałem, że ma rację.
-Koniec zadręczania się, Tomlinson. Idź się wykąp, a ja przygotuję ci ubrania. Chcę cię gdzieś zabrać. – puściła do mnie oczko, na co ja się uśmiechnąłem. Jak ta dziewczyna na mnie działa . Oczywiście to jest taka przyjaźń. Nie chcę jej odebrać loczkowi.

Po kąpieli wróciłem do pokoju, ale Weroniki w nim nie było. Na pomarańczowej pościeli leżały tylko czerwone spodnie i bluzka w niebiesko-białe paski. Na podłodze stały czarne Vansy. Ubrałem rzeczy przygotowane przez dziewczynę i zszedłem na dół. W kuchni spotkałem brunetkę przygotowującą dla mnie śniadanie. Po chwili w kuchni zjawili się wszyscy. Patrzeli na mnie z niedowierzaniem, ale po kilku minutach rzucili się na mnie. Po zjedzonym posiłku Weronika pociągnęła mnie za rękę, tak abym wstał od stołu.
- My wychodzimy – powiedziała Weronika
- Dokąd – spytał zaciekawiony Harry
- Chcę zabrać Lou w takie jedno miejsce – odparła dziewczyna
- Mogę z wami . – poprosił Harry. Zwróciłem się do brunetki i twierdząco pokiwałem głową. Dziewczyna tylko westchnęła i podeszła do drzwi naciskając klamkę.
- Idziemy – zapytała odwracając się w naszą stronę. My jak na komendę ruszyliśmy za nią. Razem wsiedliśmy do taksówki, która stała pod domem. Po jakiś 20 minutach samochód zatrzymał się przed jakimś budynkiem. Nie wyglądał na zamieszkany. Weronika pewnym krokiem ruszyła przed siebie. Otworzyła drzwi, a na jej ręce pozostał kurz. Dziewczyna otrzepała dłonie i tym razem niepewnie stawiała kroki. Teraz byłem pewny, że to jakaś stara kamienica. Brunetka doprowadziła nas do starych drewnianych drzwi. Po otwarciu ich ujrzeliśmy strome schody. Weronika uśmiechnęła się
i zaczęła iść w przód. My razem z Hazzą szliśmy za nią. W końcu dotarliśmy na piętro. Na ścianach wisiały zdjęcia jakiegoś faceta
z dzieckiem. Na środku stało krzesło na biegunach, a pod nim różowy, zakurzony dywanik. W rogu stała lampka, a jej klosz również był koloru różowego. Pod oknem stała mała komoda a na niej kilka książek. Rozglądałem się po pomieszczeniu, dotykałem zdjęć. Ta mała dziewczynka przypominała mi kogoś.
- Tak właściwie, to dlaczego nas tu przyprowadziłaś ? – wyrwał nagle Harry.
- Czasem tu przychodzę jak mam zły dzień. – odpowiedziała siadając na  bujanym fotelu.
- A jak znalazłaś to miejsce – zapytałem.
- Jak byłam mała przychodziłam tu z tatą. To ja z nim stworzyłam ten wystrój. Każdego dnia robiliśmy sobie zdjęcie i przynosiliśmy je tutaj. Jak mój tato zaczął bardziej interesować się pracą niż mną przestaliśmy tu przychodzić. Moja mama zawsze chciała się dowiedzieć gdzie wychodzimy, ale nigdy jej nie powiedzieliśmy. Przyrzekliśmy sobie, że to będzie tylko nasze miejsce. A teraz ? Jego już nie ma. Bardzo mi go brakuje – z jej oczu popłynęła łza. – Tak właściwie to tylko to zostało mi po nim. Potem przeprowadziliśmy się do Polski. – zakończyła, a z jej oczu nadal wypływała słona ciecz.
- Nie płacz, kochanie – Harry do niej podszedł i przytulił.
- Mimo tego, że gdy tu jestem jest mi ciężko, to przychodzę tu, wspominam moje najpiękniejsze chwile z dzieciństwa. Chciałam po prostu ci uświadomić Lou . – spojrzała się na mnie zza ramienia Hazzy – że nie warto się załamywać. Pomyśl ile pięknych chwil z nią przeżyłeś. – powiedziała, a ja wiedziałem, że ma rację. Po godzinie opuściliśmy to miejsce i powróciliśmy do domu na nogach. Taki spacer dobrze nam zrobił. Weronika z Harrym szli za rękę, przytulali się, a ja w tym czasie odwracałem wzrok. To chyba normalne. El zerwała ze mną kilka dni temu. Weszliśmy do domu Weroniki łapiąc wcześniej Daisy. Już od progu słyszeliśmy śmiechy chłopaków. Gdy doszliśmy do salonu brunetka stanęła jak słup. Wcale się jej nie dziwię. Wszystko walało się po salonie. Masa jedzenia, pozbijane naczynia, podarta sofa, a oni i grupa jeszcze innych facetów, których wcale nie znaliśmy bawili się w najlepsze. Po chwili zauważyli nas i przestali się rzucać.
- Nie zapomnieliście o czymś ? – wysyczała nagle Weronika. – To jest mój dom. Jeśli chcecie urządzać sobie zabawy dla 5- Latków, to na pewno nie tutaj. Wiecie, że niedawno wyremontowałam ten dom. Wszystkie rzeczy były nowe, wydałam na to tyle pieniędzy, a wy śmieliście to zniszczyć ? – krzyknęła. – Nie spodziewałam się tego po was. – powoli zaczęła omijać wszystkie rzeczy leżące na podłodze i pobiegła do pokoju.
- Poczekaj, kochanie – krzyknął loczek i pobiegł za swoją dziewczyną.
- No chłopacy – powiedziałem – ona wam tak szybko nie wybaczy. – zacząłem iść w stronę pokoju. Gdy byłem już przy schodach odwróciłem się do nich i dodałem – I radzę wam posprzątać ten burdel.

~~ Harry ~~

Jak oni mogli to zrobić ? Przecież to nie był nasz dom. Zdziwiło mnie ich zachowanie. Będę musiał z nimi poważnie porozmawiać. Czasem zachowują się jak dzieci. Szybko pobiegłem za Weroniką, ale zdarzyła zamknąć drzwi.
- Kochanie, otwórz – powiedziałem.
- Nie – krzyknęła- chcę zostać sama. – słyszałem jak płacze.
- Jestem twoim chłopakiem, chce ci pomóc – odrzekłem i usłyszałem jak przekręca klucz w drzwiach. Wszedłem do środka i mocno przytuliłem zapłakaną dziewczynę.
- Oni tego nie chcieli. – wyszeptałem.
- Ale zrobili . – powiedziała płacząc brunetka. Na te słowa podniosłem dziewczynę, a ona sprytnie owinęła nogi wokół mojej talii. Wpiłem się w jej usta, a ona odwzajemniła pocałunek. Po chwili odkleiliśmy się od siebie i razem położyliśmy się na łóżku. Przykryłem nas kocem i w mgnieniu oka dziewczyna zasnęła. Patrzałem na nią. Była taka piękna.

Jej czekoladowe oczy współgrały z jej ciemną cerą. Malinowe, pełne usta rozświetlały jej twarz. Piękne, długie, kasztanowe włosy, nadawały jej uroku. Jest idealna. – Kocham cię – wyszeptałem i zasnąłem mając u boku najlepsze, co mnie w życiu spotkało.

_____________________

Heej ! <3 Wróciłam wcześniej, ale to chyba dobrze, c'nie ? ! ;* Rozdział jest dłuższy, ale do dupy. ;cc No ale co tam xD Już nie mogłam więcej wytrzymać. Taaaak tęskniłam. ;*

Za niedługo waaakacje ! Cieszycie się ?
Macie jakieś plany ?
I jak już to czytacie, to zostawcie po sobie ślad, miski <3
No to BUZIAKI ;*
Weronika ;*

3 komentarze:

  1. Świetny rozdział ;) ja też tęskniłam !!! A plany na wakacje to mam takie jak co roku ale tylko lipiec mam zajęty bo jadę na wieś x D a potem wracam i czekam aż mi się siostra urodzi ;) a ty jakie masz plany ? ;) czekam na kolejny :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Przepraszam, że z anonima, ale nie chcę mi się logować na konto. XD
    ,,Postanowiłam, że jeśli Lou dziś mi nie otworzy, to będę tam sterczeć wieczność i krzyczeć co popadnie. Ale najpierw zjem śniadanie.'' HAHAHAHAHHAHA. Śniadanie, ważna rzecz! :D
    Weronika, jaka gadka motywacyjna. *pjona*
    NIEOGARNIĘTE CHŁOPAKI, SĄ NIEOGARNIĘTE :D
    Owwwwwwwwwwwwwww :'). KOCHAM TEN OSTATNI AKAPIT <3
    Rozdział wcale nie jest do dupy i tak nie mów!
    Pisała Mafffta z Wawy, cnie? ^^

    OdpowiedzUsuń
  3. Rozdział jest świetny !!!
    Czekam na następny :)

    OdpowiedzUsuń